Muzyka w tradycji ewangelickiej. Relacja ze spotkania

Dwóch głównych reformatorów – Marcin Luter i Jan Kalwin – mocno różniło się w podejściu do muzyki. Śpiew i akompaniament miały różne znaczenie w założonych przez nich Kościołach – jednak także wzajemny wpływ obu Kościołów na siebie był bardzo duży. O roli muzyki w tradycji ewangelickiej opowiedziała zebranym w Centrum Dialogu im. Marka Edelmana słuchaczom prof. Irena Wisełka-Cieślar.

 

Luter: Niech muzyka będzie wszędzie

Marcin Luter chciał propagować śpiewanie pieśni. Uważał, że muzyka powinna towarzyszyć zwiastowaniu Ewangelii, a jej miejscem jest nabożeństwo odprawiane nie tylko w kościele, ale i w środowisku domowym oraz w szkole podczas nauczania religii. – Luter chciał, żeby śpiew był wszędzie. W zakładanych przy kościołach szkołach uczono pieśni, a chłopcy, którzy się ich nauczyli, wykorzystywali potem swoje umiejętności w oprawie muzycznej nabożeństwa – mówiła prof. Wisełka-Cieślar. W pismach Lutra nie ma natomiast wzmianek o wykorzystaniu instrumentów.

 

Luter zabiegał też o zakładanie chórów. W XVI wieku były utrzymywane najczęściej przez książąt niemieckich, ale zakładano także towarzystwa chóralne, niekoniecznie utrzymywane przez prywatnych sponsorów. Działały też chóry przy szkołach.

 

Aby muzyka się rozwijała, Luter zarządzał również codzienne śpiewanie podczas nabożeństw domowych. Ten obowiązek był bardzo pilnie przestrzegany. Oczywiście śpiewano wtedy unisono i bez akompaniamentu. Nie należy jednak wyobrażać sobie, że podczas nabożeństwa śpiewali wszyscy: czasem robił to tylko chór. Pieśni nie było zbyt dużo: w czasach Lutra w użyciu znajdowało się od 15 do 20 utworów. Były one przypisane do konkretnych niedziel.

 

Raczej adaptacja, niż tworzenie od nowa

Aby można było śpiewać, wydano śpiewniki. Były one jednak dostępne tylko dla ludzi wykształconych – a część wiernych nie umiała przecież czytać i pisać. Tacy ludzie uczyli się śpiewać na wspomnianych nabożeństwach domowych lub na próbach chórów. Pierwszy przygotowany przez Lutra wraz z Johannem Walterem śpiewnik ukazał się w roku 1524 lub 1525. Zawierał on 24 hymny, do których Luter napisał teksty i skomponował melodie. Część z nich była przeróbką łacińskich hymnów lub psalmów. Drugi śpiewnik, z 25 utworami, ukazał się jeszcze w tym samym roku. W Polsce pierwszy śpiewnik – kancjonał Artoniusza – ukazał się dopiero w 1587 roku.

 

Słowa i melodię do wielu utworów napisał sam Luter. Nie tworzył on jednak zupełnie nowych pieśni – bazował na tych, które już wcześniej były wykorzystywane w Kościele Katolickim, w tym na chorałach gregoriańskich. Wprowadzona przez niego reforma muzyki kościelnej bazowała na znanych już w Niemczech utworach. – „Luter z cudownym, artystycznym wyczuciem języka zabiera się do zrewidowania starego zasobu Kościoła. Jednocześnie wiedzie dalej dzieło Średniowiecza, przerabiając łacińskie hymny, psalmy, śpiewy liturgiczne i fragmenty Biblii na religijne pieśni niemieckie” – mówiła prof. Wisełka-Cieślar, cytując słowa z książki Alberta Schweitzera.

 

Kalwin: Śpiew – tak, ale bez organów

Dla drugiego z reformatorów, Jana Kalwina, muzyka nie miała takiego znaczenia. Miała spełniać inną rolę: Kalwin uważał wykonywanie muzyki instrumentalnej w kościele za niewskazane. – Mawiał, że wraz z przyjściem Chrystusa i Ducha Świętego głos ludzki nie potrzebuje towarzyszenia instrumentu do wyśpiewywania chwały Bożej. Dlatego podstawowym sposobem wykonywania muzyki liturgicznej w Kościele Reformowanym był śpiew psalmów a capella – kontynuowała prof. Wisełka-Cieślar. Popularyzacji psalmów służyły śpiewniki nazywane psałterzami (najstarszym z nich jest Psałterz Genewski). Psalmy były tłumaczone na języki narodowe. Pierwszy śpiewnik kalwiński wydano w 1539 r. – zawierał psalmy i kantyki biblijne, łącznie 22 pozycje.

 

Kalwin podchodził do muzyki instrumentalnej z bardzo dużą rezerwą. Uważał organy za instrument „papieski”, niepożądany w kościele. Ponieważ jednak w Niderlandach było wiele historycznych instrumentów, znaleziono sposób na ich wykorzystanie poza liturgią. Zadaniem zatrudnianych nie przez Kościół, a przez władze miejskie organistów było wykonywanie recitali poprzedzających i kończących nabożeństwo. – Koncerty te nie były powiązane z nabożeństwami, co pozwala porównać je z dzisiejszymi koncertami muzyki organowej – zaznaczyła profesor. Około 1640 r. zaczęło się też jednak wykonywanie muzyki również podczas nabożeństw.

 

Bach: Co tydzień nowa kantata

Praktykę organizowania koncertów przejęto z czasem w Niemczech, szczególnie w miastach hanzeatyckich. O pracę w Hamburgu starał się swego czasu, bez powodzenia, także Jan Sebastian Bach. Nie sposób mówić o muzyce w tradycji ewangelickiej bez wymienienia tego kompozytora. – Według Schweitzera „pieśń musiała stanowić dla Bacha obok Pisma Świętego ważne źródło przeżywania wiary, pozostające w silnym związku z okresem Reformacji”. Na 70 opracowanych przez niego na organy pieśni kościelnych aż 17 opiera się na tekstach Lutra – podkreśliła prof. Wisełka-Cieślar. Do opracowanych przez kompozytora pieśni należy m. in. śpiewana do dziś „Zbudźcie się, tak ci wołają”.

 

Za czasów Bacha chór zyskiwał coraz większe znaczenie. Bach zaczął pisać kantaty, które z czasem zastąpiły preludia. Kantata, która mogła trwać ok. 10 minut i kończyła się chorałem, stanowiła centralny punkt nabożeństwa. Organista grał improwizacje na początku i końcu nabożeństwa oraz nadawał ton pieśniom. Tempo pracy kompozytora było imponujące: każdej niedzieli prezentował nową kantatę, co oznacza, że stworzenie jednej zajmowało mu ok. pół tygodnia, bo potrzebny był jeszcze czas na jej przećwiczenie przez muzyków. – Geniusz Bacha i jego wizja muzyki nie były jednak doceniane za jego życia. W kolejnym stuleciu Bach stał się jednak zapomnianym kompozytorem. Powrót jego muzyki zawdzięczamy Feliksowi Mendelssohnowi, który w 1829 r. wykonał publicznie, po wielu latach zapomnienia, Pasję wg św. Mateusza – przypomniała prof. Wisełka-Cieślar. Uczynił to jednak nie w kościele, ale w sali koncertowej.

 

Zachowały się notatki Bacha do nabożeństwa, któremu w pierwszą niedzielę Adwentu w 1723 r. akompaniował w Lipsku. Głównym muzycznym elementem nabożeństwa było preludium przed wyznaniem wiary – samo wyznanie też zresztą było śpiewane. Muzyka przez cały czas towarzyszyła też Komunii Świętej.

 

Muzyka zachwyca nie tylko protestantów

Role muzyki organowej i chóralnej zmieniały się na przestrzeni lat. Organów w XVI wieku w ogóle nie wykorzystywano na przykład w dni pokutne i modlitewne. W inne dni prawdopodobnie podawały ton, czasami służyły do wykonywania przygrywki między zwrotkami, akompaniowały też śpiewakom. – Ponieważ śpiewanie niektórych utworów było trudne, postanowiono je uprościć. W 1586 r. protestancki kompozytor Lukas Osjander uprościł pieśni, przenosząc melodię do górnego głosu. Śpiewanie przez wszystkich zborowników stało się wtedy bardziej powszechne – opowiadała profesor.

 

W wieku XVIII rola organisty bardzo zyskała na ważności, podczas gdy chór właściwie przestał istnieć. Zanikły chóry amatorskie, nie było też książąt, którzy zapewnialiby mecenat. Dopiero wiek XIX przyniósł ponowny rozwój chórów, ale już amatorskich. Wzrosło też znaczenie gry organowej. Do najważniejszych kompozytorów, którzy opracowywali chorały protestanckie, należał Johann Brahms (sam był protestantem). Ewangelicki dorobek muzyczny odegrał też jednak ważną rolę w twórczości niektórych kompozytorów wyznania katolickiego.

Roman Czubiński